Najładniejszy
tekst o Andrzeju Huszczy znaleźliśmy tutaj:
http://www.polishdailynews.com/ds.php?mode=archiwum&id=465 03-09-2005
roku tak pisał:
Do swojego 31. sezonu ligowego przygotowuje
się zawodnik ZKŻ Zielona Góra Andrzej Huszcza, który 10 marca
skończy 48 lat. Początki
kariery miał jednak trudne - już w pierwszym meczu złamał nogę.
"Huszcza to fenomen polskiego speedwaya. Nikt inny nie
był w stanie tak długo utrzymywać wysokiej formy. Ostatnio
kupił nowy silnik GM i przygotowuje się do sezonu. Trenuje tak, jak
o trzydzieści lat młodsi od niego zawodnicy, a może nawet bardziej.
W Zielonej Górze jest legendą. Nawet jak zespół przegrywa w
kiepskim stylu, to Huszcza nigdy nie jest wygwizdywany. Kibice wiedzą,
że zawsze daje z siebie wszystko" -mówi dziennikarz "Radia
Zachód" Marek Staniszewski.
Kibice doceniają klasę Huszczy. W tradycyjnym
plebiscycie "Gazety
Lubuskiej" na najlepszego sportowca regionu zajął w 2004
roku trzecie miejsce, a wyprzedzili go tylko medaliści olimpijscy
z Aten - wioślarz Tomasz Kucharski i kajakarka Beata Sokołowska-
Kulesza. Od 1977 roku Huszcza znajduje się nieprzerwanie w
pierwszej dziesiątce tego plebiscytu.
W historii sportu żuzlowego w Polsce tylko
jeden zawodnik jeździł dłużej od Huszczy. 32 sezony spędził
na torze Paweł Waloszek,
który dla Huszczy jest... wujkiem. Do pobicia tego "rekordu
świata" zawodnikowi z Zielonej Góry brakuje jeszcze dwóch
lat. "To jego skryte marzenie" - uważa Staniszewski.
Sam Huszcza nie chce mówić o rekordach. "Wcale o tym nie
myślę. Po prostu będę jeździł tak długo, dopóki będzie mi to
sprawiało przyjemność".
Huszcza podkreśla, że jego sportowa długowieczność jest możliwa
dzięki wsparciu najbliższych. Żona Małgorzata doskonale rozumie
pasję męża, bo sama pochodzi z żużlowej rodziny - zawodnikami
byli jej ojciec i brat. Razem z trzema córkami chodzi na każdy
mecz w Zielonej Górze.
Andrzej i Małgorzata poznali się w 1978
roku na stadionie w Chorzowie. "W 1978 roku było tam zgrupowanie przed mistrzostwami
świata par. Jancarz i Proch razem sobie trenowali, a ja byłem
rezerwowym i miałem dużo czasu. Moja przyszła żona pracowała
na stadionie jako sekretarka i ...tak to się zaczęło" -
wspomina.
Losy Huszczy mogły się jednak potoczyć inaczej. Matka nie chciała,
by jej syn zajmował się czymś tak niebezpiecznym jak jazda na
motocyklu. Niepełnoletni Andrzej nie miał szans na uzyskanie
jej zgody na uczęszczanie do szkółki żużlowej, więc zamiast rodziców
podpis złożyła jego siostra.
"Rodzice bardzo się o mnie bali. Mama w końcu zaakceptowała
mój wybór i nawet przyszła na pierwszy mecz. Niestety już w pierwszym
wyścigu uderzyłem w bandę i złamałem nogę. Później mama już nie
przychodziła na stadion" - opowiada Huszcza.
Złamanie nogi w 1975 roku było najpoważniejszą
kontuzją w karierze Huszczy. "Niektórzy koledzy nawet żartowali, że co ze mnie
za żużlowiec, jeśli nie miałem złamanego obojczyka. No i w końcu
po piętnastu latach startów złamałem obojczyk. W sumie jednak
zdrowie mi dopisywało".
Huszcza od początku kariery związany jest z klubem z Zielonej
Góry. Zdobył z nim cztery tytuły drużynowego mistrza Polski (1981,
1982, 1985, 1991). Za największy sukces uważa jednak jedyny w
karierze złoty medal indywidualnych MP, wywalczony w 1982 roku
w Zielonej Górze.
"22 lipca 1982 roku był chyba najwspanialszym dniem w moim
życiu. Rano urodziła mi się córka, a po południu zostałem mistrzem
Polski. To było niewiarygodne". Co ciekawe, niewiele brakowało,
by Huszcza w ogóle nie wystąpił w turnieju finałowym. Był tylko
rezerwowym i dopiero na kilka godzin przed startem dowiedział
się, że zastąpi jednego z zawodników. W dodatkowym wyścigu o
złoty medal, niesiony dopingiem tysięcy kibiców, pokonał Leonarda
Rabę z Kolejarza Opole.
Kariera Huszczy to nie tylko sukcesy. Były
także porażki, i to dotkliwe. Jego niespełnionym marzeniem
pozostaje udział w
finale indywidualnych mistrzostw świata. Kilkakrotnie był tego
bliski, a raz przeszkodził mu wyjątkowy pech. W 1983 roku był
jednym z faworytów turnieju eliminacyjnego w Rybniku. Jeździł
świetnie, wygrał dwa wyścigi, a raz był drugi. Później jednak
dwa defekty pozbawiły go niemal pewnego awansu. Gdy schodził
z toru, płakał. "Do dzisiaj bardzo żałuję tej niewykorzystanej
szansy. Tym bardziej, że finał w Norden odbywał się na ciężkim,
przyczepnym torze, a ja lubię takie warunki".
Szczyt kariery Huszczy przypadł na lata
osiemdziesiąte, gdy bariera technologiczna sprawiła, że polscy
żużlowcy stracili
kontakt ze światową czołówką. Jak duże znaczenie odgrywa sprzęt
Huszcza przekonał się po wyjeździe w 1980 roku do Anglii. "Po
pierwszych meczach chciałem wracać do Polski, bo nie mogłem zdobyć
punktu. Nasz menedżer widział co się dzieje i przywiózł nam nowe
silniki. To była rewelacja" - wspomina zielonogórzanin,
który w latach 1980-81 reprezentował barwy Leicester, Reading
i Hackney.
Mimo zaawansowanego jak na żużlowca wieku
Huszcza nadal jest w dobrej formie. W ubiegłym roku udało mu
się awansować do finału
mistrzostw Europy. W tym roku dwa turnieje Grand Prix indywidualnych
mistrzostw świata odbędą się w Polsce - we Wrocławiu i w Bydgoszczy.
Być może organizatorzy jednego z nich spełnią marzenie 48-letniego
zielonogórzanina i przyznają mu "dziką kartę".
Największe sukcesy Andrzeja Huszczy:
IMP - złoty medal 1982, srebrny 1980, brązowe 1983, 1984
DMP - złote 1981, 1982, 1985, 1991, srebrny 1989, brązowe 1979,
1984
MPPK - złote 1979, 1982, 1983, srebrne 1993, 2003, brązowy 1986
DMŚ - brązowe 1978, 1980
|